Samotność – morderca czy nauczyciel?

Sukces na polu relacji znajduje się na szczycie piramidy potrzeb i to w szczególności kobiety spełniają się głównie na tym poziomie. Będąc małymi dziewczynkami bawiły się w dom, a ich najfajniejsze lalki Barbie musiały mieć przy sobie Kena. Tak naprawdę, to z wiekiem niewiele się zmienia. Dla przykładu wyobraźmy sobie młodą, dorosłą już kobietę. Nazwijmy ją Ada.

Ada spełnia się zawodowo, ma wysokie stanowisko, dzięki któremu stać ją na nowoczesne mieszkanie w centrum dużego miasta, dobry samochód i wakacje na Teneryfie. Prowadzi barwne, ciekawe życie, stale rozwija swoje pasje – jeździ konno, gra na skrzypcach i przynajmniej cztery razy w tygodniu idzie na basen. Ma świetnych znajomych, z którymi regularnie chodzi na lunch i odwiedza najmodniejsze kluby. Niejedna koleżanka zazdrości jej smukłego, jędrnego ciała, na które przecież dziewczyna ciężko haruje. Wydawałoby się, że Adzie niczego nie brakuje, prawda? Dlaczego więc nie czuje się szczęśliwa?

Oczywiście. Chodzi o faceta. Bo przecież żadna kobieta nie może być usatysfakcjonowana będąc sama i Ada nie jest tu wyjątkiem.

Budzi się w tym swoim wielkim łóżku z baldachimem, otula ją biały, satynowy materiał, ale to umięśnione ciało mężczyzny obok powinno zapewniać jej ciepło. Do śniadania wyjmuje jeden talerz i jeden widelec, a drogi ekspres do kawy przygotowuje tylko jeden napój. Ada lubi spędzać czas w pracy, bo choć na chwilę chce zapomnieć o tym, czego jej brak. Niestety, samotność jest jak niewygodny sweter – gryzie Cię z każdej strony do tego stopnia, że nie jesteś w stanie myśleć o niczym innym, dopóki się go nie pozbędziesz.

Całe szczęście są znajomi. Niestety, dziś Ania umówiła się z Karolem, Klaudia idzie na kolację z Michałem, a Sylwię odwiedza Kacper. Ada dzwoni po wszystkich swoich koleżankach i kolegach, wybiera numer za numerem, ale biorąc pod uwagę niedzielny wieczór, każde z nich ma już plany ze swoją „drugą połówką”. Nie pozostaje jej nic innego jak ulubione, półsłodkie wino i komedia romantyczna w jej pustym mieszkaniu.

Nadchodzą kolejno urodziny, święta i Sylwester. Większość czeka na nie podekscytowana, przygotowuje się i planuje. Ale nie Ada. Może i przeboleje urodziny, ale już słyszy serię pytań wszystkich ciotek i wujków podczas wigilijnej kolacji. „A ty cały czas sama? Taka ładna, a dalej kawalera nie ma? Może pora się pospieszyć? Młodsza nie będziesz. Tylko Twoja matka się wnuczków doczekać nie może. Zobacz, Karolince już trzecia rocznica z mężem mija.”. Potem przychodzi Sylwester, a razem z nim niezręczne momenty, kiedy to podobierani w pary znajomi przytulają się i składają sobie życzenia, a Ada mimo piekących od powstrzymywania płaczu oczu stara się wyglądać na niewzruszoną.

Ada ma wszystko, a czuje się, jakby nie miała nic.

I wiecie co? Ja ją naprawdę rozumiem. Życie singla oczywiście wydaje się być fajne, ale po pewnym czasie zamiast wolności i braku zobowiązań potrzebujemy po prostu drugiego człowieka. I ja to wszystko naprawdę rozumiem, ale przede wszystkim nie jestem w stanie zaakceptować sytuacji, w której całkowicie uzależniamy nasze szczęście od drugiej osoby.

Wolisz wciąż czekać i płacić za to czekanie straconymi bezpowrotnie dniami, tracić kolejne godziny swojego życia na użalanie się nad sobą czy może wziąć się w garść ze świadomością, że możesz poświęcić ten czas na stawanie się lepszym człowiekiem? A kiedy w końcu spotkasz tę odpowiednią osobę, myślisz, że którą wersję Ciebie będzie wolała? Człowieka szarego i zgorzkniałego, który przez całe swoje życie jedynie czekał czy może wartościowego, usatysfakcjonowanego, który stale się rozwija i jest najzwyczajniej w świecie szczęśliwy?

Jedyne fajne związki da się zbudować dopiero wtedy, kiedy ogarnie się własne życie. Trzeba nauczyć się być przede wszystkim ze sobą. Być taką wersją siebie, aby mieć coś do zaoferowania drugiej osobie, ale też, aby mieć pewność, że my wybraliśmy ją dlatego, że chcemy, a nie, że musimy. Zapewniając szczęście i spełnienie sobie samej/ samemu mamy pewność, że wchodzimy w związek, bo możemy, bo chcemy, bo nam z tym kimś jest zwyczajnie dobrze, a nie dlatego, że inaczej nasze życie będzie smutne, bez wyrazu i generalnie do dupy.

Podziel się 🙂

6 thoughts on “Samotność – morderca czy nauczyciel?”

  1. No właśnie komedie romantyczne takie szkodliwe bo pokazują bajki w które kobiety chcą wierzyć rozbudzają nadzieje i oczekiwania które często w konfrontacji z rzeczywistością niosą cierpienie. Wszystkiego dobrego na 2019 rok.

  2. Fajne związki są budowane wtedy kiedy najpierw poukładamy swoje życie i to co mamy w swojej głowie. Trafiłaś w sedno ostatnim akapitem. Zdrowi ludzie tworzą zdrowe i silne relacje. Sama zauważyłam, że mój związek jest lepszy kiedy ułożyłam to co mam w głowie i swoje emocje oraz stałam się bardziej niezależna. Wtedy jesteśmy z drugą osobą bo naprawdę chcemy a nie musimy.

  3. Na grupie kreatywnego blogowania, dzięki której dotarłam do twojego bloga, nie jestem długo, ale po raz pierwszy tak szczerze zainteresował mnie czytany post jak i blog! Przeczytałam do końca i cieszy mnie, że poruszyłaś właśnie taki temat, który w dzisiejszych czasach chyba dotyczy wszystkich młodych ludzi. Ada, to typowa młoda kobieta 21 wieku! Cała ja! 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *