Kryzys – na pewno oznacza koniec?

Dwoje ludzi, dwa światy. Inne charaktery, przyzwyczajenia, potrzeby i wartości. I nagle BUM – chcą zbudować coś razem. Połączyć te dwa całkowicie różne wszechświaty w jeden i wspólnie w nim żyć.

Oprócz tego, że związek dwóch ludzi jest czymś niewiarygodnie pięknym, to jest to też ciężka praca, wysiłek i starania. Zdarzają się kryzysy i rzadko kiedy wyglądają jak w komediach romantycznych. To nie są dwa ciche dni czy większa niż zwykle kłótnia lub sprzeczka, po którym następuje „żyli długo i szczęśliwie”. Co zrobić, kiedy nasz związek naprawdę przechodzi ciężki okres i możemy z czystym sumieniem mówić o kryzysie?

Jak zawsze – lepiej zapobiegać

Nic nie zaczyna się sypać z dnia na dzień. Zazwyczaj to sprawa tygodni, a może nawet miesięcy. Jeśli widzisz, że coś zaczyna się dziać źle, nigdy tego nie lekceważ.

Na spokojnie porozmawiaj z partnerem. Może warto znowu skupić się na drugiej osobie i w pewnym sensie wrócić do tego, co było na początku? Przypomnij sobie, co się Wam wzajemnie w sobie podobało, co lubiliście razem robić, jakie mieliście kiedyś rytuały. Może wspólny wyjazd, więcej randek? Już nie rozmawiacie jak wcześniej? Dawno nie kupiłeś jej kwiatów? Nie pamiętasz kiedy ostatni raz włożyłaś dla niego pończochy i seksowny strój? Może pora odświeżyć Waszą relację?

Nie panikuj

Sama doskonale wiem, że w takiej sytuacji ma się ochotę reagować od razu. Wariujesz, chcesz to rozwiązać, naprawić natychmiast, dokładnie w tej sekundzie. Niestety, nieważne jak bardzo odchodzisz od zmysłów, czasem się tak nie da. Lepiej opanować swoje emocje, bo wtedy najłatwiej o słowa lub czyny, których potem będziesz żałować.

Odetchnij, zastanów się kilka razy, jakie rozwiązanie będzie najlepsze i najbardziej skuteczne. Znasz swojego partnera i znasz Waszą relację. Kryzys nie jest równoznaczny z końcem związku. Nie reaguj zbyt pochopnie, bo czasem zawładnięta/y emocjami możesz jedynie pogorszyć sytuację.

Rozmowa, rozmowa, rozmowa

Chcąc zażegnać kryzys, mimo szczerych chęci, zabieramy się za to z nieodpowiedniej strony. Na przykład przygotowując dla faceta trzydaniowy obiad i próbując przekupić go w łóżku.

Seksem i jedzeniem nie przekonasz mężczyzny, że jest Wam ze sobą dobrze. Wygoda to nie miłość. To, że gość wozi Cię wszędzie tam i z powrotem, obdarowuje drogimi prezentami i jest na każde Twoje zawołanie jak słodki, puchaty piesek, nie oznacza, że go pokochasz. Co najwyżej przez krótki czas będziesz to wykorzystywać.

Zacznij od podstaw. Od szczerej rozmowy z partnerem. Bez komunikacji możecie co najwyżej bawić się w dom jak kiedyś w przedszkolu, ale nigdy nie zbudujecie trwałej relacji, w której oboje będzie szczęśliwi. Jeśli otwarcie, spokojnie porozmawiacie, dużo rzeczy może się wyjaśnić, wyklarować i wiele zrozumiecie.

Związek to nie tylko JA

Jak wspomniałam już na samym początku – związek to dwie osoby. Czasem jesteśmy do tego stopnia skupieni na tym, czego my potrzebujemy czy oczekujemy, że zapominamy o drugim człowieku. On również ma potrzeby, swoje racje, o których „prawidłowości” jest święcie przekonany. Czasem nie wystarczy słuchać, trzeba WYsłuchać. Wiem, że Twoja racja jest najtwojsza, ale czasem warto odpuścić, pójść na kompromis. Poświęć uwagę partnerowi i temu, co dla niego ważne. Jeśli kochasz osobę, z którą jesteś (a zakładam, że tak właśnie jest), jej szczęście i satysfakcja też są dla Ciebie istotne, prawda?

Walcz

Bywa, że jesteś zwyczajnie zmęczona/y. Albo obarczasz winą drugą osobę, a co za tym idzie zrzucasz odpowiedzialność za ratowanie związku na jej barki. Tak czy inaczej, jeśli naprawdę Ci zależy, nie odpuszczaj.

Czy naprawdę chcesz stracić to wszystko, co mieliście? Wrzucić do teczki „wspomnienia”, mając w głowie myśl, że dało się to uratować?

To moment, w którym musisz podjąć decyzję. Jeśli Wasz kryzys to jedynie wina rutyny, tego, że zwyczajnie przestaliście się dogadywać i częściej się kłócicie, to warto rezygnować? Są sytuacje, w których nie istnieje żadne inne rozwiązanie poza rozstaniem, ale zbyt często mamy tendencję do wyolbrzymiania. Warto porzucić wyidealizowany obraz partnera z głowy i skupić się na rzeczywistości. Facet niewyjęty z książki czy filmu to też fajny facet.

 

„Porwijcie kartkę papieru, a potem spróbujcie ją skleić z powrotem taśmą klejącą. Jeśli wam się to uda, okaże się, że kartka jest nie do przerwania. Tacy właśnie wychodzimy z kryzysów – mocniejsi i silniejsi”

                                                                                 Ewa Klepacka-Gryz – „Trudne szczęście we dwoje”

Podziel się 🙂
error

5 thoughts on “Kryzys – na pewno oznacza koniec?”

  1. Czego się nauczyłam to tego, że rozmowa to podstawa. Jak partnerzy potrafią rozmawiać, mówić o swoich uczuciach, oczekiwaniach, to wszystko da się rozwiązać. Druga osoba nie czyta nam w myślach. No i drugą istotną rzeczą są kompromisy – jednak przy jednoczesnym szanowaniu siebie i nie robieniu czegoś wbrew sobie. Ehh, związek to ciężka praca ale i niesaowita satysfakcja 🙂

  2. Ja takiego prawdziwego kryzysu jeszcze nie doświadczyłam, ale wiem na pewno, że rozmowa to podstawa. Trzeba bardzo dużo rozmawiać, nawet jeśli czasami słowa rania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *